Bo świat nie kończy się na piłce ... on się na niej zaczyna ...
Blog > Komentarze do wpisu

Ilijan Micanski nie umie grać w dużych miastach

Bułgarski napastnik w Orange Ekstraklasie pojawił się trzy lata temu. Kiedy w rodzinnym Pirin 1922 Błagojewgrad w dwudziestu dziewięciu kolejkach strzelił dwadzieścia jeden bramek, na jego angaż zdecydowała się Amica Wronki. Już w pierwszym sezonie wydawało się, ze klub z Wielkopolski ubił świetny interes. Micanski nie potrzebował bowiem czasu na aklimatyzację, z miejsca zaczął trafiać do bramki rywali, a rozgrywki zakończył z bardzo dobrym jak na debiutanta dorobkiem sześciu goli w siedemnastu spotkaniach.

Kolejne sezony przyniosły jednak nieoczekiwany spadek formy. Po przeprowadzce na Bułgarską (fuzja Amiki z Lechem), Bułgar (sic!) zatracił instynkt strzelecki, coraz rzadziej pojawiał się na murawie, meczom przypatrywał się głównie z ławki rezerwowych, z czasem przeniósł się na trybuny. W „Kolejorzu” dano mu szansę występu w trzech spotkaniach, ani razu jednak nie wpisał się on do protokołu meczowego jako strzelec bramki. Franciszek Smuda widział raczej miejsce w ataku dla Piotra Reissa i Zbigniewa Zakrzewskiego, bez żalu zdecydował się więc wypożyczyć zawodnika do kieleckiej Korony. W stolicy Gór Świętokrzyskich też ciężko było mu się przebić do podstawowej jedenastki, w lidze boisko wąchał jedynie grywając ogony, znacznie częściej miał okazję zaprezentować się w meczach Pucharu Polski. Mimo dwóch bramek strzelonych Górnikowi nie pozostał jednak w Kielcach, wrócił do Poznania i znów zasiadł na ławce rezerwowych. Tak minęła jedna runda, potem druga, a Micanski jak nie potrafił przekonać sobie „Franza”, tak nie potrafi nadal. Ten mimo sprzedaży Zakrzewskiego notorycznie pomijał Bułgara w wyjściowym ustawieniu, w końcu więc nie pozostało mu nic innego, jak poprosić klub o kolejne wypożyczenie.


 

Włodarze z Bułgarskiej zdecydowali, że Micanski przed rundą wiosenną zasili szeregi Odry Wodzisław. Zimowe sparingi i pierwsza ligowa konfrontacja z Widzewem pokazały, że Bułgar obrał odpowiedni kierunek. Skoro nie udało się w dużych ośrodkach, permanentnie gromadzących na trybunach wielotysięczne rzesze kibiców, to może uda się w małym miasteczku, w którym i presja, i oczekiwania są o niebo mniejsze. We Wronkach Bułgar był lokalnym bohaterem, może na status gwiazdy zapracuje też w pięćdziesięciotysięcznym Wodzisławiu Śląskim? Cóż, nie każdemu jest dane być gwiazdą w wielkim mieście …

poniedziałek, 25 lutego 2008, ja_zy

Polecane wpisy

statystyka
Blogi Sportowe